logo

Oddział Poznań

  • 1
  • 2
  • 3

Szymon Jabłoński

Z perspektywy 20 lat dochodzę do wniosku, że utkwiło mi w pamięci tylko kilka fragmentów z mojej działalności opozycyjnej. Po poznaniu Macieja Frankiewicza i złożeniu przysięgi u mnie w domu wciągnąłem do działalności kilku kolegów z klubu karate „Feniks”. Początkowo nasza działalność polegała na drukowaniu, i kolportowaniu dwutygodnika SW. Pracowaliśmy dwa-trzy dni i mieliśmy prawie dwa tygodnie przerwy. W miarę upływu czasu, zaangażowania i nawiązywania coraz szerszych kontaktów, czas pracy wydłużył się do 8-10 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu a nauka i treningi stały się luksusem i sprawami drugorzędnymi...

Z początkowego okresu utrwaliło mi się w pamięci zainstalowanie razem z Darkiem Andrzejewskim (aresztowany później za kolportaż) nadajnika z tubą „Radia Solidarność” na budynku przylegającym do Aresztu przy ul. Młyńskiej. Z informacji jakie wówczas do nas dotarły wynikało, że audycja była dobrze słyszana i odbiła się szerokim echem wśród więźniów. Nasz kolega Łukasz Bednarz, aresztowany za działalność polityczną, przebywał w tym czasie w więzieniu przy ul. Młyńskiej. Wg jego relacji więźniowie skandowali po emisji: „SOLIDARNOść!, SOLIDARNOść!” a cała audycja była bardzo wyraźnie słyszalna. Dało nam to dużo satysfakcji i stanowiło nagrodę za trud podjętego ryzyka.

Następnym zadaniem było zorganizowanie pracowni fotograficznej, niezbędnej dla sprawnie działającego sitodruku. Było to niezwykle istotne ze względu na zakres działalności i ilość wydawanych tytułów (kalendarze, książki, dwutygodnik, znaczki itp.). Do tego celu, idealnym okazał się mój kolega ze szkoły podstawowej, w tamtych czasach absolwent Politechniki Poznańskiej, Adam Szatkowski. Jego sumienność i zaangażowanie sprawiło, że wszystkie prace były wykonane w umówionych terminach. Dzięki temu, że byłem jedyną osobą która się z nim kontaktowała, Adam do końca swojej działalności nie był niepokojony przez SB.

Po kilku latach szarej, monotonnej działalności: druk, kolportaż, zebrania, i wpadnięciu w niedobrą rutynę, znalazłem się w mieszkaniu na os. Rusa otoczonym przez funkcjonariuszy SB, wspieranych przez brygadę ZOMO. Razem ze mną był tam Maciej Frankiewicz i jeszcze jeden kolega (Marek... oj, pamięć..). W momencie wtargnięcia brygady SB-ków do mieszkania, udało mi się wyskoczyć przez okno i uciec. Pozostali koledzy mieli mniej szczęścia i zostali aresztowani. Od tamtego czasu przez kilka miesięcy ukrywałem się. W tamtym okresie poznałem Kornela Morawieckiego na spotkaniach przedstawicieli miast - oddziałów SW. Spotkania te dodawały nam wszystkim sił a Wrocław jawił nam się jako silna i dobrze zorganizowana centrala.

Po amnestii w 1986 coraz częściej myślałem o wyjeździe z Kraju. W 1987 roku wyjechałem do RFN gdzie byłem przedstawicielem poznańskiego oddziału SW. W Niemczech panowała wówczas wśród polonii atmosfera sprzyjająca działalności wspierającej opozycję w Kraju. Dzięki temu udało się przesłać do Poznania m. in. kilka powielaczy i wiele innych materiałów niezbędnych do prowadzenia podziemnej działalności. W „drugą stronę” docierały do mnie niezależne wydawnictwa, które rozsyłałem m. in. do RWE Wolna Europa, paryskiej Kultury i innych instytucji i ośrodków politycznych. Najbardziej znaczącym epizodem z tej działalności było zorganizowanie manifestacji przed ambasadą PRL w Kolonii, która odbyła się po aresztowaniu Kornela Morawieckiego. Manifestacja odbiła się szerokim echem wśród niemieckiej polonii. W 1989 roku wyjechałem do Kanady, gdzie zastały mnie obrady okrągłego stołu. Uznałem wówczas, że dalsza moja działalność polityczna przestała mieć uzasadnienie. Po ugruntowaniu się zmian demokratycznych w Polsce, w 1995 roku, postanowiłem wrócić do Kraju.

Szymon Jabłoński