logo

Oddział Poznań

  • 1
  • 2
  • 3

Waliszewska Ewa

Najtrudniejsze dni

Jechaliśmy już ponad godzinę, ale czas jakby się zatrzymał. Ściśnięci i przerażeni spoglądaliśmy na siebie przytępionym wzrokiem. Kajdanki, którymi byliśmy skuci wbijały się w ręce, ale nie to było ważne. Myśli biegały mi po głowie jak błyskawica i to pytanie, które jak zmora powracało nieustannie: co z nami zrobią, gdzie nas wiozą? Z przodu ciężarówki siedział wartownik z karabinem przy nodze. W pewnym momencie samochód przyhamował i chociaż nie było w nim szyb, zorientowaliśmy się, że zjechaliśmy z szosy na wyboistą drogę. Po upływie około dwóch minut usłyszałem ocierające o dach gałęzie drzew. W tej samej chwili zimny pot oblał moje ciało i cały zastygłem w uczuciu strachu, jakiego do tej pory nie znałem i nie przypuszczałem, że może istnieć. Pomyślałem że to już koniec- zaraz nas rozstrzelają. Ale samochód jechał dalej. Po upływie kwadransa zatrzymał się. W pewnej chwili dało się usłyszeć jęk czegoś, co mogło przypominać ciężkie stalowe wrota. Ciężarówka ruszyła i po chwili zatrzymała się. Wartownik otworzył drzwi i pojedynczo zaczęto nas wyprowadzać. Kiedy wyszedłem na zewnątrz, ujrzałem coś co znałem tylko z filmów i książek. Stałem pośrodku czegoś, co przypominało obóz koncentracyjny. Pięć długich baraków, każdy otoczony płotem z drutu kolczastego. Całość obozu okalał podwójny, wysoki na 3 m płot z kolczastym drutem, a pomiędzy nim biegały niemieckie owczarki. W czterech narożnikach obozu- wieżyczki z wartownikami. Każdy z nich wyposażony był w karabin maszynowy. Nieco później dowiedzieliśmy się, że jest to jedno z najcięższych komunistycznych więzień dla przestępców z wyrokami do 25 lat, usytuowane nieopodal Gniezna, we wsi Gębarzewo. Służba obozowa została specjalnie dobrana i przygotowana na nasze przyjęcie. Okazało się bowiem, że jesteśmy „niezwykle niebezpiecznym bandyckim elementem, który szykował się do wymordowania komunistów wraz z ich rodzinami”.

Po odebraniu nam osobistych rzeczy, zaczęto nas rozlokowywać do poszczególnych cel, średnio po 5-7 osób. W każdej celi znajdowała się także ubikacja i zlew. Ponieważ na dworze było blisko 20 stopni mrozu, a okienka w celach były nieszczelne, siedzieliśmy w kurtkach okryci kocami. Przez pierwszy tydzień jedliśmy tylko (kto oczywiście mógł coś przełknąć) czarny chleb, popijając gorzką czarną kawą. Stres był tak ogromny, iż po tygodniowym pobycie musiałem spodnie wiązać sznurkiem, gdyż zaczęły mi spadać. Później okazało się, że ubyło mi 7 kg. Od samego początku SB zaczęła stosować terror psychologiczny. Miało to miejsce zwłaszcza w trakcie licznych przesłuchań, podczas których jedynym celem funkcjonariusza było złamać człowieka i namówić go do współpracy z owymi służbami. Ulubioną formą prześladowań były tak zwane „naloty” na cele. Znienacka wpadali strażnicy i przeprowadzali rewizje, wywracając wszystko do góry nogami. Następnie kazali pakować wszystkie swoje rzeczy i wychodzić na korytarz. Tam nas rozdzielano i prowadzono do nowych cel. Po jakimś czasie okazało się, że w ten sposób SB wprowadzała pomiędzy na swoich agentów – rzekomych działaczy solidarnościowych.

Jednak największego upokorzenia jako człowiek doznałem tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Poddano nas szczególnej rewizji. Wybierano nas z cel po dwie osoby i prowadzono do specjalnego pomieszczenia. Tam kazano rozebrać się do naga i robić przysiady. W ten sposób rzekomo chciano sprawdzić, czy nie przemyciliśmy w tylnej części ciała np. złotych obrączek, by nimi później przekupić strażników. Było to oczywiste kłamstwo, które posłużyć miało jako pretekst, by nas upokorzyć.

Niepodobna opisać w tak krótkiej relacji tego, co przeżyłem w czasie 181 dni mojego internowania. Jest to iście reporterski skrót moich przeżyć. Starałem się także nie przedstawiać mojej „martyrologii”. Moim jedynym pragnieniem jest, aby zwłaszcza osoby młode, które będą to czytały, pamiętały, że zanim powstały w naszej ojczyźnie nowoczesne sklepy i markety, zanim pojawiły się piękne samochody i luksusowe domy, zanim otrzymaliśmy możliwość decydowania o naszym życiu i swobodnego podróżowania po całym świecie, zaledwie 15 lat temu panował w naszej ojczyźnie NIELUDZKI SYSTEM – IDEOLOGIA ZŁA. Najtrafniej ujął to były prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Regan, mówiąc o systemie komunistycznym jako o „Imperium zła”. Ceńmy naszą wolność, bo jest bezcenna.

Paweł Waliszewski