logo

Oddział Poznań

  • 1
  • 2
  • 3

Gerard Kowalski

Dobrze pamiętam tamte czasy. Jeszcze teraz czuję specyficzny zapach drukowanej bibuły, słyszę hałas drukarki, który wydawał się budzić całą okolicę; mam przed oczami Syrenkę 104 mojego brata Ryśka, którą przewoziliśmy nielegalne materiały...

Jestem Michaś. Taki pseudonim nadali mi koledzy z podziemnej organizacji w 1982 roku. Wtedy właśnie w obecności Szymona Jabłońskiego i Macieja Frankiewicza- działaczy Solidarności Walczącej- składałem przysięgę...

Byłem młodym, pełnym ideałów człowiekiem. „Bóg, Honor, Ojczyzna”- w te wartości wierzyłem, tak jak moi rodzice, którzy przeżyli wojnę i nie były to dla nich puste słowa. Nigdy nie zapomnę przerażonych oczu ojca, który pewnego zimowego poranka stanął w drzwiach mojego pokoju i powiedział: „ogłoszono stan wojenny”. Wtedy jeszcze nie do końca rozumiałem grozę sytuacji, bo jadąc tego dnia do mojego kolegi Faustyna Andrzejewskiego pokazałem na ulicy zomowcom znak Kozakiewicza. To był mój pierwszy spontaniczny bunt. „Władza” puściła się za mną w pogoń, ale udało mi się bezpiecznie dotrzeć do domu kolegi. Długo nie mogłem się uspokoić. Ale wiedziałem, że aby naprawdę przeciwstawić się reżimowi nie wystarczą tylko gesty, trzeba czegoś więcej...

Kontakt z Solidarnością Walczącą ułatwił mi Szymon Jabłoński, drukowania uczył nas Maciej Frankiewicz. We trójkę na ogródkach działkowych w Puszczykowie koło Poznania spędzaliśmy długie godziny odmierzane monotonnie pracującą drukarką. Wiecznie czujna bezpieka tropiła nas gdziekolwiek byliśmy. Trzeba więc było co pewien czas „ewakuować się”. Wiązało się to niestety z przewożeniem ogromnej i ciężkiej drukarki. W tamtych czasach każde poruszanie się samochodem było podejrzane a pasażer był potencjalnym wrogiem ojczyzny...

W jednym takim transporcie pomógł nam mój brat Ryszard. Do dziś mam sentyment do jego samochodu Syrenki. Musieliśmy ją pchać, żeby odpaliła, ale dowiozła nas szczęśliwie na miejsce. Dla brata mam wielki podziw. Nie był członkiem Solidarności Walczącej ale bardzo nam pomagał. W jego domu przechowywaliśmy tony bibuły.

Kolejnym schronieniem dla naszej działalności konspiracyjnej był dom mojego przyjaciela Marka Sławińskiego. Wysmarowani po łokcie farbą, zdenerwowani hałaśliwą jak lokomotywa i ciągle zacinającą się drukarką, byliśmy dodatkowo zestresowani sąsiadem Marka. Jak na ironię był...milicjantem. Każde jego odwiedziny wiązały się z ogromnym ryzykiem dekonspiracji. Na szczęście były to wizyty tylko towarzyskie.
Równie stresujące były moje wyprawy po potrzebny w dużych ilościach do druku, papier. Musieliśmy przewozić go samochodem aż z Fabryki Papieru we Wrześni. Namiar dał nam Grzegorz Perski. Nie było łatwo poruszać się samochodem bez specjalnej przepustki. Wynająłem taksówkę jednego z moich kolegów. Nie wiem, czy zdawał sobie do końca sprawę, jak się naraża. Chociaż sądzę, że i on, i inni Polacy byli tak zdesperowani i zmęczeni życiem w ustroju komunistycznym, że bez wahania pomagali jak mogli w jego obaleniu; jak chociażby Marek Kornaszewski, który pracował ze mną przy rozprowadzaniu bibuły i kalendarzy Solidarności Walczącej w Ostrowie Wielkopolskim.
Działanie dawało nadzieję na to, że wreszcie coś się zmieni. Przypomniał mi się wiersz T. E. Nixona pod tytułem „Kata”:

„Ciągle się ruszaj, nigdy nie stawaj Twój ruch- sprawdzianem twej woli”

Ten fragment odzwierciedla sytuację, w jakiej się wtedy znalazłem: kata „ćwiczyłem” w przenośni w konspiracji i dosłownie w salach gimnastycznych- byłem szefem Klubu Karate Feniks. Liczył on ponad 400 osób. Oprócz miłości do sportu, łączyło nas coś jeszcze: niezgoda na życie w zniewoleniu. 11 maja 1982 roku milicjanci wylegitymowali czlonka naszego klubu Piotra Majchrzaka (19 lat), ktorego następnie pobili z powodu wpiętego „opornika”. Piotrek zmarł po 7 dniach... Nasze przypięte do ubrań „oporniki” były tylko namiastką i symbolem buntu, chociaż nawet za ich posiadanie można się było narazić „władzy”. Ale nawet drobne gesty były wymowne.
„Stań się jak piasek, zwiewny i lekki Niech piasek zamieni Cię w kamień” ( T.E. Nixon)

Spektakularna była natomiast manifestacja na mszy w Tucznie w 1982 roku. Uczestniczyli w niej członkowie naszego obozu sportowego karate. Byli wśród nich muzycy, którzy piosenkami poruszyli obecnych tak, że manifestacja przerodziła się we wzruszające widowisko. A kiedy zabrzmiała „Rota”, spontanicznie zmieniliśmy słowa... .„nie będzie Rusek pluł nam w twarz, ni dzieci nam sowieci...”. Ta msza musiała wywrzeć duże wrażenie, bo zostaliśmy opisani w biuletynie KWPZPR jako grupa wyjątkowo niebezpieczna, a ja od tamtego czasu miałem ciągłe problemy z SB.

Wielu instruktorów z klubu prowadziło bardzo aktywną działalność podziemną, walczyli z komuną na różne sposoby, byli też za to aresztowani. Pamiętam, że budziłem się nad ranem przed godziną szóstą i ze strachem nasłuchiwałem kroków na klatce schodowej- o tej porze najczęściej pojawiała się milicja...

Atmosferę tamtych lat dzisiaj przypominają mi zawsze piosenki Jacka Kaczmarskiego. Byliśmy wtedy rzeczywiście „młodymi wilkami”- „ dzikie, zapalczywe w gęstym lesie wychowane…” i słuchaliśmy jak śpiewał bard „ o bracia wilcy- brońcie się!!!”. W piosence „Mury” mówił, że czas by stary świat runął, a my z nim śpiewaliśmy „zerwij kajdany, połam bat”.

Tamte czasy z perspektywy 25 lat odzywają się we mnie echem szczególnie jak patrzę na moje dzieci- Oleńkę, Melanię i Fryderyka. Nie muszą, tak jak ja wtedy, przyglądać się czołgom na ulicach, lękać się milicjantów. Od lat mieszkam w Brukseli, ale odwiedzam często Polskę. W kraju zostawiłem ukochanych rodziców. Kiedy teraz, sam będąc ojcem, pomyślę jak oni i tysiące innych rodziców, musieli bać się co dzień o swoje dzieci, to ciarki mnie przechodzą. A jednak wspierali mnie i pomagal...ale nauczyli też, że o wolność trzeba walczyć!
Gerard Kowalski

SOUVENIRS DE
GERARD KOWALSKI
Je me souviens bien de ces années... Encore aujourd'hui, je me rappelle l'odeur spécifique du tract imprimé, j'entends le bruit d'impression qui paraissait réveiller tous les environs, j'ai encore devant mes yeux „Syrenka 104”, une voiture de mon frère Rysiek, qui nous avait servi à transporter des matériaux illégaux.
Je m'appelle „Michas”. Ce nom d'empreinte m'a été donné en 1982 par mes collegues de l'organisation souterraine. C'était le moment, où j'avais prêté serment en présence des activistes de „Solidarité combattante”, Szymon Jablonski et Maciej Frankiewicz.

J'étais jeune et plein d'idéaux. „Dieu, Honneur, Patrie” - je croyais en ces valeurs, comme y croyaient mes parents qui ont vécu la guerre et pour ces mots avaient un certain poids.Je n'oublierais jamais les yeux effrayés de mon père qui un matin d'hiver est apparu dans la porte de ma chambre et m'avait dit „L'état de guerre est déclaré”. Je ne comprenais pas encore la gravité de la situation vu qu'en se rendant le mème jour chez mon collègue, Faustyn Andrzejewski, j'avais montré le „geste de Kozakiewicz”1 aux agents de ZOMO2 leur rencontre dans la rue. C'était ma révolte spontanée. „Władza”3 m'avaient poursuivi, mais j'avais réussi à rejoindre en toute sécurité la maison de mon collègue. Pendant longtemps, je n'avais pas réussi à me calmer. Pourtant, je savais qu'afin de s'opposer efficacement au régime, des simples gestes ne suffisaient pas, il faudrait beaucoup plus...

C'était Szymon Jabłoński qui m'avait mis en contact avec „Solidarité combattante”, Maciej Frankiewicz nous avait instruits dans le travail d'impression du tract. Tous les trois, nous passâmes de longues heures, mesurées par le bruit monotone de la presse dans les petits jardins de Puszczykowo, un village satellite de Poznań. Les gardes de sùreté d'état, toujours en alerte, nous poursuivaient, peu importe où nous étions. Il avait fallu alors „nous évacuer” de temps à l'autre, ce qui malheureusement était lié au transport d'une grande et lourde machine de presse. En ces temps-là, chaque déplacement en voiture était suspect et chaque passager était considéré comme ennemi potentiel de la partie.
Dans un de ces déplacements mon frère Ryszard nous avait aidés. Je porte encore aujourd'hui le sentiment dévoué à sa voiture „Syrenka”. Il avait fallu la pousser pour qu'elle démarre, mais elle nous avait amenés sans faute sur place. Je voue à mon frère une admiration exceptionnelle. Il n'a pas été membre de „Solidarité combattante” mais il nous a beaucoup aidé. Dans sa maison, nous avions gardé des tonnes du tract!
L'asile suivant pour notre activité conspiratrice était la maison de mon ami Marek Sławiński. Imbibés jusqu'aux coudes par la couleur, énervés par l'imprimante qui s'enrayait et sonnait comme une bécane, nous étions en plus stressés par le voisin de Marek. Par ironie du sort, il était... agent de la milice. Chaque visite qu'il nous rendait nous faisait encourir le risque énorme de la découverte de notre activité. Heureusement, ce n'étaient que des visites à caractère sociable.
Mes déplacements effectués pour se procurer d'une grande quantité du papier pour imprimante, n'avaient pas été moins stressants. Nous devions le transporter en voiture de l'Usine à Papier sise à Września. Grzegorz Perski nous avait facilité ce contract. Il n'était pas facile d'aller en voiture sans „laissez-passer”. J'avais loué un taxi d'un des collègues.Je ne sais pas, s'il se rendait compte du risque qui y était lié. Pourtant, je crois que lui-mème, aussi bien que d'autres compatritote, était tellement désespéré et fatigué par la vie dans le système communiste qu'il contribuait sans hésitation à son abolition, comme par exemple Marek Kornaszewski qui collaborait avec moi dans la distribution du tract et des calendriers de Solidarité combattante à Ostrów Wielkopolski.

L'activité donnait un espoir que finalement quelque chose allait bouger. Je me rappelle un vers de T.E Nixon intitulé de „Kata”4 : „Bouges tout le temps, na t'arrètes jamais Ta course - est une jauge de ta volonté” Ce paragraphe reflète la situation dans laquelle je me trouvais: j'exerçais le „Kata”4 en métaphore, dans la conspiration, et littéralement, dans les sales de gymnastique, comme j'était patron du Club de Karaté „Feniks”. Il comptait plus de 400 personnes. A part ce dévouement au sport, nous étions unis par quelque chose d'autre: un déssacord avec la vie en esclavage. 11 Mai 1982, la Milice civique a vérifié les papiers d'un membre de notre club Piotr Majchrzak (19 ans), qui a ensuite été battu à cause de son „opornik ”5 attaché. Piotr est mort après 7 jours ... Nos „oporniki” attachés à nos vestes n'ont été qu'un substitut et un symbole de révolte, pourtant en les affichant on s'exposait aux représailles de la part des forces du pouvoir. Néanmoins, mème des petits gestes peuvent ètre pertinents. „Deviens comme le sable, éphém?re et léger Que le sable te change en pierre” (T.E. Nixon)

Pourtant, une manifestation durant la messe en l'église de Tuczno en 1982 était spectaculaire. Les membres de notre Club de Karaté y participaient. Entre autres, les musiciens qui ont tellement touché la foule par ses chants que la manifestation s'est transformée en spectacle émouvant. Et quand la „Rota”6 retentit, nous avons changé spontanément les mots..„Rusek7 ne va pas nous cracher au visage, ni soviétiser nos enfants...” Cette messe a dù faire une grande impression, car nous avons été décrits dans le bulletin de KWPZPR8 comme un groupe exceptionnellement danfereux, et moi depuis lors, j'ai eu des problèmes constants avec les SB9.

Plusieur animateurs du Club menaient une activité souterraine très animée, luttaient contre le régime par tous les moyens, certains d'entre-eux furent mème emprisonnés. Je me souviens de m'ètre réveillé régulièrement avant six heures du petit matin et d'avoir écouté avec angoisse, si des pas retentissaient dans la cage d'escalier; c'était àcette heure-là que les agents de la milice apparaissaient...
Les chants de Jacek Kaczmarski me rappellent aujourd'hui une ambiance de ces années. Nous étions réellement des „jeunes loups” - „sauvages, fougueux, élevés dans une forèt vierge” et nous avons écouté comment il chantait „oh, frères loups, défendez-vous!!!”. Dans la chanson „Murs” il disait que le temps était venu pour abolir le vieux monde et nous avons chanté avec lui „romps tes menottes, brises le fouet”.
Avec la perspective de 25 ans en arrière, ces années me reviennent avec force surtout quand j'observe mes enfants: Alexandra, Mélanie et Fréderic. Ils n'ont pas besoin, comme moi à l'époque, de regarder les tanks passer les rues ou ressentir la peur devant les agents de la police.

J'habite depuis de années à Bruxelles, mais je retourne souvent en Pologne, où j'ai laissé mes parents bien aimés. Quand maintenant, étant aussi parent, je pense à ce que, comment eux et les milliers d'autres parents devraient tous les jours craindre pour ses enfants, j'ai froid dans le dos.
Et malgré tout, ils me soutenaient et m'aimaient...mais ils m'ont apris cependant qu'il faut se battre pour sa liberté...
________________
1 ( Deux fois champion d'Europe de perche en salle, il est surtout connu pour le bras d'honneur qu'il présenta au public de Moscou lors des jeux de 1980. Ce geste a constitué sa réponse aux insultes et sifflements du public russe, visés ? favoriser le perchiste local Volkov. Kozakiewicz battit de surcroit le record du monde avec 5m78 )
2 ( Bataillons armés de la Milice civique )
3 ( Forces du pouvoir communiste )
4 ( Le duel avec ombre, un art japonais du combat )
5 ( Les résistances électriques portées alors par les membres du Mouvement de la Résistance comme symboles de désobéissance contre le régime )
6 ( Un poème écrit en 1901 par Maria Konopnicka, exprimant avec force le sentiment anti-prussien partagé par les Polonais vivant alors sous domination de la Prusse )
7 ( un Russe )
8 ( Comité de Voïvodie du Parti polonais uni des Travailleurs )
9 ( Services de Sûreté d'État )

 

Stoją od lewej: Adam Szatkowski, Marek Sławiński, Krzysztof Liberski, ??,
Przemysław Molski, Olek Jóskowiak, Krzysztof Drożdżyński, Jarek Drożdżyński,
Łukasz Bednarz, Darek Stronka, Krzysztof Dunder,
Siedzą od lewej: Robert Wieliczko, Darek Andrzejewski, Krzysztof Ozyra,
Eugeniusz Zalas, Ryszard Jabłoński, Gerard Kowalski, Szymon Jabłoński,
Krzysztof Seliga, Faustyn Andrzejewski.