logo

Oddział Poznań

  • 1
  • 2
  • 3

Robert Budzyński

Opozycjonista, zaprzysiężony członek Solidarności Walczącej, historyk kresów wschodnich, niezawodny drukarz ps. Felek.
Odszedł w młodym wieku po długiej i ciężkiej chorobie.

Robert Budzyński
11.09.1961 - 12.02.2010

rbnekrolog

O sobie...

Od sierpnia 1980 związany byłem formalnie z Solidarnością jako szeregowy członek związku zawodowego (pracowałem wówczas w Drukarni UAM). Do współpracy z Zarządem Regionu Wielkopolska zachęcił mnie Krzysztof Stasiewski. Do moich zadań należało prowadzenie akcji plakatowych, kolportażowych i malowanie haseł na murach. Akcje takie prowadziłem z K. Stasiewskim, Szymonem Łukasiewiczem, Romanem Chmielowcem. W październiku 1980 r. K. Stasiewski wprowadził mnie do Konfederacji Polski Niepodległej. W strukturach tej formacji zajmowaliśmy się malowaniem na murach symboli KPN + logo Polski Walczącej. Naszą działalność można podzielić na akcje dzienno-popołudniowe legalnie przeprowadzone za wiedzą i zgodą ZR, oraz tzw. nocne – robione na konto KPN. Podczas dziennych akcji byliśmy kilkakrotnie zatrzymywani przez SB i MO. Pewnego dnia podczas jednej akcji kilku przechodniów zatrzymało młodą kobietę, która niepostrzeżenie dla nas robiła nam zdjęcia miniaturowym szpiegowskim aparatem fotograficznym, dla nas wszystkich było jasne że to była pracownica SB.

Do sztandarowych akcji poznańskiej młodzieżówki KPN należało przeprowadzenie w dniach święta 3 Maja i 11 listopada wywieszenia na poznańskim Bazarze Flagi Narodowej z logo KPN. Akcję tę wykonaliśmy m.in. z K. Stasiewskim, R. Chmielowcem. Doprowadziłem również do spotkania członków poznańskiej młodzieżówki KPN z Piotrem Walerychem, (wówczas działaczem Ruchu Młodej Polski) który miał dobre kontakty z Majką Moczulską, gdyż wówczas poznańska organizacja działała samodzielnie bez kontaktu z Warszawą. Na święto Niepodległości przygotowaliśmy się bardzo dobrze i na manifestacji zorganizowanej przez ZR Solidarność Wielkopolska, utworzyliśmy własną silną kolumnę. Wspólnie z Sz. Łukasiewiczem, K. Stasiewskim, Pawłem Waliszewskim (później spotkałem go już w działaniach m. in. Solidarności Walczącej) nieśliśmy olbrzymi transparent o dł. ok. 6 m w barwach narodowych z logo KPN. W kolumnie KPN oprócz nas uczestniczyły nasze dziewczyny m.in. Beata Bieganek (moja przyszła żona).

Pamiętnego dnia 13 grudnia rano przybyłem pod ZR na ul Zwierzyniecką, przy drzwiach wejściowych do ZR zauważyłem młodą kobietę, która była bita i popychana przez grubiańskich zomowców. Wzburzony ruszyłem jej z pomocą, wówczas ze stojącego dużego milicyjnego stara wybiegło kilku zomowców którzy wciągnęli mnie do wnętrza śmierdzącego samochodu. Zostałem tam dotkliwie pobity i skopany, zdarto z mojej kurtki orła w koronie i symbol Polski Walczącej. Zomowcy moim zdaniem byli pod wpływem jakiś środków psychotropowych, z taką furią i wściekłością w swoim życiu nie spotkałem się ani przedtem ani potem. Zawładnęła mną niepewność co ze mną zrobią, po godzinie przetrzymywania, jak przypuszczam celem sprawdzenia tożsamości i stopnia niebezpieczeństwa mojej skromnej osoby dla „socjalistycznej ojczyzny” zomole puścili mnie częstując na pożegnanie kilkoma kopniakami.

14 grudnia próbowaliśmy z R. Chmielowcem dokonać sabotażu i unieruchomić Drukarnię UAM poprzez przecięcie zasilania energetycznego. Jednak zabrakło nam zdecydowania na jawną akcję. Wówczas stwierdziliśmy że musimy czerpać pomysły z konspiracji akowskiej. W końcu grudnia, nocą (po godzinie policyjnej w czasie śnieżycy) w Poznaniu na Nowowiejskiego i Ratajczaka koło komendy MO umieściliśmy pod śniegiem na jezdni deski z wbitymi dużymi gwoździami w akcji tej brali udział R. Chmielowiec, Rafał Budzyński (brat mój stał na czujce) i ja. Mieliśmy wówczas nadzieję, że na naszą pułapkę natknie się któryś z samochodów milicji.

Wspólnie z R. Chmielowcem chcieliśmy dalej aktywnie walczyć z komuną. Próbowaliśmy skontaktować się z K. Stasiewskim, ale jak się okazało został on internowany, adresu Sz. Łukasiewicza nie posiadałem. Nie mając kontaktu z żadną organizacją antykomunistyczną, utworzyliśmy własną pod nazwą Liga Antykomunistyczna. W jej skład weszli: R. Chmielowiec, Piotr Osuszkiewicz, Rafał Budzyński, Ewa Bieganek i Beata Bieganek. Nastawiliśmy się na wykonywanie małego sabotażu oraz akcje ulotkowe. Cały czas szukaliśmy kontaktu z którąś z organizacji podziemnych. Malowaliśmy na murach napisy o treści: Solidarność żyje i symbole Polski Walczącej m.in. na elewacji KW od strony ul Kościuszki (po naszej akcji wystawiano tam wartę MO), na Fredry przy technikum kolejowym, na murach wiaduktu na ul Poznańskiej. W drukarni UAM wykonaliśmy stempel o treści Polska Walczy, Polaku pracuj powoli, Solidarność żyje, wrona skona i orła nie pokona. Mając nieograniczony dostęp do papieru i czarnej farby drukarskiej i czcionek wykonaliśmy wiele setek małych ulotek o krótkiej treści. Dla zatarcia śladów skąd wyszły duże ołowiane czcionki musieliśmy je lekko podniszczyć poprzez młotkowanie wypukłości tychże. Wydrukowane ulotki rozrzucaliśmy na dworcu PKP i PKS w Poznaniu oraz w pociągach relacji P-ń - Opalenica, P-ń - Murowana Goślina. Dużą część ulotek rozsypaliśmy na klatkach schodowych w wieżowcach na osiedlach winogradzkich w Poznaniu. Dwukrotnie w listopadzie i grudniu 1982 rozrzucaliśmy ulotki pod rondem Kaponierą.

W sierpniu 1982 w Kamińsku koło Murowanej Gośliny na drodze dojazdowej do osiedla działek rekreacyjnych (Floryda) wykonaliśmy napisy Solidarność żyje i symbol Polski Walczącej. W lipcu 1983 akcję ponowiliśmy. W obu akcjach wykonawcami napisów byli Chmielowiec, Osuszkiewicz i ja, na czujce stali Rafał Budzyński, Ewa Bieganek i Beata Bieganek. Oczywiście wszystkie napisy wykonywane przez nas były szybko zamalowywane przez MO i SB ale jaka była nasza radość gdy na miejscach zamalowywanych i obok powstawały nowe napisy wykonywane przez inne osoby. Myślę, że byliśmy pionierami malowania symbolu Polski Walczącej w stanie wojennym w Poznaniu.

Z symbolem Polski Walczącej wiąże się także moja działalność w Solidarności Walczącej.

A moja przygoda z tą organizacją podziemną rozpoczęła się pośrednio poprzez K. Stasiewskiego. Który to, będąc jeszcze internowany, już podczas swojego pobytu w Szpitalu w Gnieźnie począł montować podziemną organizację w Poznaniu. Odwiedziliśmy go wspólnie z R. Chmielowcem i B. Bieganek w szpitalu, spotkaliśmy tam Sz. Łukasiewicza. Stasiewski mając kontakt z Maciejem Frankiewiczem pomagał w budowie poznańskiej siatki SW. Informowałem wtedy Stasiewskiego że mamy już zorganizowaną małą konspiracyjną grupę, on jednak kazał nam czekać. Jedną z pierwszych akcji SW w Poznaniu było ustawienie 31.10.1983 na cmentarzu junikowskim brzozowego Krzyża w dolince katyńskiej. Wcześniej przygotowaliśmy tablicę z tekstem Ofiarom Katynia, reżimu- rodacy. Uczestnikami tej akcji byli Sz. Łukasiewicz, Ryszard Ł. (nazwisko znane Sz. Łukasiewiczowi) i piszący te słowa.

Na początku grudnia 1983 w mieszkaniu Sz. Łukasiewicza przy ul. Głogowskiej w obecności M. Frankiewicza (którego poznałem wcześniej podczas akcji kolportażowo- informacyjnych w 1981) Chmielowiec i ja złożyliśmy rotę przysięgi SW. Wiedzieliśmy wówczas, że jest to najbardziej radykalna organizacja podziemna w ówczesnej Polsce, nastawiona na bezkompromisową walkę z ustrojem i aparatem policyjnym reżimu . Sama rota przysięgi wzorowana była na tekście AK - owskiej. Bardzo nas podbudowywało, że staliśmy się żołnierzami konspiracji SW. Podczas tego spotkania stwierdziliśmy wspólnie z R. Chmielowcem, że najbardziej będzie nam odpowiadało zorganizowanie i prowadzenie drukarni SW co podchwycił M. Frankiewicz. R. Chmielowiec nadal miał nieograniczony dostęp do papieru i czarnej farby drukarskiej. W 1983 r. w moim domu w Kamińsku (k. Murowanej Gośliny) w piwnicy urządziliśmy drukarnie Solidarności Walczącej.

W końcu grudnia 1983 przewiozłem z mieszkania Łukasiewicza wyposażenie drukarni i dużą ilość pasty Szafir, która to po wymieszaniu z farbą drukarską świetnie nadawała się do sitodruku. Od początku 1984 druk dwutygodnika SW Oddziału Poznańskiego wyglądał następująco: co drugi piątek małym fiatem odbierałem ze stacji PKP w Murowanej Goślinie R. Chmielowca, który to wcześniej pobierał od Sz. Łukasiewicza ramkę z tekstem. Przez piątek, sobotę i czasami niedziele w piwnicy drukowaliśmy po średnio 3 000 egzemplarzy. Podczas druku moja żona i szwagierka (wówczas już była narzeczoną Chmielowca) i mój brat Rafał obserwowali czy coś nam z zewnątrz nie zagraża. W niedzielę odwoziłem obsługę drukarni do Poznania a potem gazetki i ramkę do Sz. Łukasiewicza. Od czasu do czasu brałem coś także do kolportażu, najczęściej były to książki historyczne np. „Rok 1920” Zaremby, lub pismo Czas, Niepodległość, kalendarze SW które były co roku hitem. Po pewnym czasie R. Chmielowiec stwierdził, że czuje się niepewnie z dużym pakunkiem (przypominającym zawinięty obraz) regularnie bywając na dworcach kolejowych co mogło wzbudzić podejrzenie a w konsekwencji skończyć się wsypą. Postanowiliśmy, że będę odbierać R. Chmielowca samochodem bezpośrednio z Poznania spod mieszkania Łukasiewicza. Wówczas paliwo było na kartki, Szymon Ł. zorganizował więc pewną ilość benzyny, którą otrzymywałem cyklicznie. Kilka razy w druku uczestniczyli ludzie niezaprzysiężeni w SW - Rafał Budzyński i Piotr Kwiatkowski (kolega ze studiów na UAM). Zawsze podczas druku w piwnicy ktoś u góry nas informował co się dzieje na zewnątrz. Wprowadziliśmy także drugi samochód (kierowcą był mój ojciec Romuald lub brat Rafał) do pilnowania czy ktoś nas nie śledzi po odebraniu materiałów z Poznania i w drodze z Kamińska. W razie niebezpieczeństwa samochód z obstawą miał spowodować kolizję ze szpiclami i umożliwić nam ucieczkę. W moją podziemną działalność w SW zaangażowałem całą najbliższą rodzinę.

Tak nasze drukowanie trwało do przełomu 1985 i 1986 kiedy to niestety bezpieka aresztowała Sz. Łukasiewicza. Po tym fakcie straciliśmy całkowity kontakt z SW. Po wyjściu z więzienia Sz. Łukasiewicz skontaktował się ze mną ale niestety miałem skomplikowane złamanie ręki (prowadzenie samochodu wówczas sprawiało mi trudność) i moja działalność poligraficzna ustała. Po aresztowaniu R. Chmielowca, które nastąpiło przy odbiorze bibuły z piwnicy na Os. Kopernika, na wszelki wypadek ukryłem elementy do sitodruku. Od 1987 dorywczo kolportowałem prasę i wydawnictwa podziemnej SW, na szerszą skalę działalności konspiracyjnej nie prowadziłem, gdyż wówczas pracowałem i kończyłem studia historyczne na UAM (moja praca magisterska także miała charakter antykomunistyczny, gdyż dotyczyła działalności AK na Wileńszczyźnie) najbardziej wtedy brakowało mi czasu. Sporadycznie razem z R. Chmielowcem uczestniczyliśmy w kilku manifestacjach ulicznych. Sporadycznie organizowałem zbiórkę kasy SW wśród mojej rodziny, pewne kwoty dostawałem od mojego ojca i wuja Jerzego Budzyńskiego, dostarczałem je Sz. Łukasiewiczowi lub R. Chmielowcowi.

Po wyborach w 1989 wyjechałem do RFN a potem do Szwecji i od tego czasu zerwałem działalność SW a z Partią Wolności nie miałem kontaktu. Uznałem, że po odzyskaniu niepodległości moja działalność się kończy, czułem się zwolniony z roty przysięgi SW.

Z perspektywy czasu przyznam rację Kornelowi Morawieckiemu iż okrągły stół był zmową SB z częścią szpicli która udawała opozycjonistów. Chyba na prawdziwą niepodległość trzeba nam będzie jeszcze poczekać aż obecne elity odejdą na śmietnik historii.

Robert Budzyński